Jedziemy na Ziemię Ognistą do Ushuaia; z Punta Arenas to ok. 10 godzin jazdy autobusem. Za oknem niekończące się równiny, co jakiś czas można wypatrzyć strusie Nandu.
Podczas przeprawy promowej pojawiają się czarno-białe delfiny – przez chwilę ścigają się ze statkiem.
W Ushuaia wybieramy się w góry, na Przełęcz Owcy (Paso de Ovieja). Po deszczowej noc nie ma ani śladu, wypogodziło się, jest pięknie, kolorowo.
Rozbijamy namiot nad Laguną de Caminante z widokiem na ośnieżone szczyty; poza nami nie ma tu nikogo, po zatłoczonym hostelu to przyjemna odmiana. W nocy zaskakuje nas zima, znalazła nas na końcu Świata
Pada śnieg i robi się bardzo zimno. Rano wszystko wokół jest ośnieżone, a podczas powrotu do miasteczka momentami silny wiatr nie pozwala iść – trzeba przystanąć i przykleić się do stoku.
Praktycznie cały dzień pada śnieg – pierwszy raz tu w tym roku. W Ushuaia zostaniemy jeszcze kilka dni, może uda nam się jeszcze wybrać góry…















