Archiwa autora 'Czerwiec, 2009'

Bondowoso

Gdyby nie sąsiedztwo Kawah Ijen, pewnie nigdy nie pojawiliby się tu turyści. A tak są, choćby tylko na jedną noc. Bondowoso to niewielkie, prowincjonalne miasteczko, nie ma tu żadnych ‘atrakcji’. W przewodniku LP piszą o nim tylko jako o punkcie tranzytowym, nie zamieściwszy nawet jego mapy. My jednak zostaliśmy w nim dłużej niż planowaliśmy, głównie za sprawą hotelu Palm, w którym się zatrzymaliśmy. Jest to najlepszy hotel w mieście. Gdy pierwszy raz go zobaczyliśmy to byliśmy pewni, że nie będzie nas stać na pobyt w nim – ma duży basen, obsługę hotelową i wszystko inne – jak w prawdziwym hotelu (nie takim dla backpakersów). Jednak co najważniejsze – ma też tanie pokoje (10 USD za dwójkę). Samo miasteczko również nam się podoba, wieczorami można przejechać się ozdobioną kolorowymi światełkami bryczką za 1,5 PLN i całkiem dobrze zjeść w ulicznych budkach.

Bondowoso

Bondowoso

P.S.
Przewodnik, z którym pojechaliśmy do Kawah Ijen spytał nas czy w Polsce wszystkie imiona zaczynają się na literę M? Poprzednią parą z Polski byli Monika i Michał, a teraz my – Magda i Maciek. Wniosek nasuwa się sam ;-)

kopalnia siarki – Kawah Ijen, Jawa

Pobudka o 4 rano, 2,5 godz. jazdy po koszmarnie wyboistej drodze i o 7 rano zaczynamy podejście na zbocze krateru Kawah Ijen. Idąc stromą ścieżką mijamy mężczyzn niosących kosze wypakowane siarką; ‘Selamat pagi’ – mówimy, a oni odpowiadają ‘pagi’, na ich twarzach pojawia się uśmiech i zainteresowanie. Po około godzinie docieramy na górę, widok trudno opisać, z krateru wydobywają się kłęby dymu, co jakiś czas odsłaniając jego dno, wówczas widać jezioro i pracujących tam robotników.

Kawah Ijen

Kawah Ijen

Stromą ścieżką schodzimy w dół. Siarkowy dym staję się gęstszy i robi się duszno, musimy zasłaniać twarze mokrymi chustami. Mijamy kolejnych robotników mozolnie wspinających się z ciężkim ładunkiem na brzeg krateru.
Na dole praca wre…już od świtu. Robotnicy w trujących wyziewach wydobywają i pakują do koszy siarkę, które następnie na plecach niosą stromą, kamienistą ścieżką na brzeg krateru i dalej w dół ok. 3 km do punktu zbiórki. Waga kosza wynosi od 50 do 80 kg, za 1 kg dostają Rp 700 czyli ok. 20 groszy; dziennie robią dwa kursy. Pomimo tak nieludzkich warunków pracy mężczyźni są bardzo mili i życzliwi.

Kawah Ijen

Kawah Ijen

Po kilkunastu minutach mamy już dość, brakuje nam świeżego powietrza, coraz ciężej się oddycha. Wracamy do góry, nawet z lekkim plecakiem podejście jest męczące. Z ciekawości próbuję podnieść jeden z koszy z siarką, ledwo mi się to udaje, jest koszmarnie ciężki (do teraz mam obolałe ramię). Smutne jest to, iż w XXI wieku ludzie wciąż muszą pracować w takich warunkach.

Kawah Ijen

Kawah Ijen

Kawah Ijen

Tana Toraja

Dotarliśmy w region Tana Toraja na Sulawesi. Ludzi zamieszkujący te tereny mają dość szczególny stosunek do śmierci i życia po niej. Zmarłemu zaraz po śmierci urządza się niewielki pogrzeb, po czym cała rodzina zbiera pieniądze, aby urządzić drugi uroczysty pogrzeb (do tego czasu ciało trzymane jest w domu). Pogrzeby są tutaj wielkimi uroczystościami, a ludzie często oszczędzają na nie przez całe życie. Wielkość pogrzebu zależy od majętności zmarłego i jego rodziny. Te urządzane przez ludzi najbogatszych trwają kilka dni, zmarłemu buduję się specjalny dom, zjawiają się na nich setki gości i poświęca się kilkadziesiąt świń i bawołów (wartość bawoła nieraz przewyższa cenę samochodu).
Wraz z przewodnikiem i małym podarunkiem (5kg cukru) wybieram się (Magda nie chce mi towarzyszyć) na jeden z takich pogrzebów. To co zastaję przekracza moje wyobrażenia – na głównym placu leży pełno związanych i kwiczących świń, surowe mięso i rogi niedawno zabitego bawoła. Naokoło placu, w wybudowanych na tę okazję lożach, siedzą goście, raczą się przyszykowanym mięsem (piecze się je w bambusie) i winem palmowym, wszyscy są odświętnie ubrani. Co jakiś czas na plac wchodzi kolorowa procesja wprowadzająca nowych gości, następnie mężczyźni w specjalnie przygotowanych na tą uroczystość koszulach (mają nadrukowane miejsce, datę i imię zmarłej), którzy śpiewają w kole.

20090616-DSC_3611

20090616-DSC_3504

20090616-DSC_3514

Oczywiście jest też kamerzysta i wodzirej z mikrofonem, który oznajmia kto przyjechał i jaki podarunek przywiózł – zazwyczaj jest to prosiak; wszystko to zapisuje się w dużym notesie, a świnie znaczy spray’em – musi być jasne, kto ją przyniósł, żeby w przyszłości można się było zrewanżować.
Jednak Toraja to nie tylko pogrzeby i kult zmarłych, ale także tradycyjne, bogato zdobione domy o niezwykłym kształcie i zielone tarasy ryżowe (przepięknie wyglądają te położone kaskadowo na górskich stokach).

20090618-DSC_3769

20090618-DSC_3747

Uprawia się tu też kawę – podobno najlepszą w Indonezji.

20090617-DSC_3688

20090617-DSC_3669

Rybki na targu w Rantepao

wakacje na Kei Island

Lecimy na wyspę Kei Kecil, położoną w odległym rejonie Indonezji zwanym Maluku; chcemy trochę odpocząć. Po dwóch przesiadkach i nocy spędzonej na lotnisku siedzimy w niewielkim samolocie do Tual, który znajduje się na Kei. Oprócz nas leci jeszcze jeden ‘biały’, jak się później okazało jedyny turysta jakiego spotkaliśmy przez cały pobyt tutaj. Z lotniska, który stanowi jeden pas startowy i mały domek o wymiarach 3×3 m jedziemy na plaże Pasir Panjang (długa plaża). Zostajemy na tydzień.
Mieszkamy u Evelin, która wynajmuje nam pokój w drewnianym domu, krytym liśćmi z palm, warunki są dość spartańskie, ale nam to nie przeszkadza, mamy widok na morze i plażę. Plaża jest wyjątkowa – piasek biały i niewiarygodnie drobny – jak mąka, woda błękitno-turkusowa i palmy. Najlepsze jest to, że oprócz niedziel (bo wtedy przyjeżdżają ‘miastowi’) całą plaże mamy tylko dla siebie ;-)

20090609-DSC_3113

20090609-DSC_3172

Ludzie są tu bardzo mili, wzbudzamy ich zainteresowanie, stanowimy niecodzienny widok.

20090611-DSC_3253

20090610-DSC_3308

20090610-DSC_3304

Dni upływają nam na spacerach, opalaniu, kąpielach i zachodach słońca. Evelin jest dobrą kucharką, także rozkoszujemy się kuchnią indonezyjską, świeża ryba i owoce morza są wspaniałe. Nabieramy energii na dalszą podróż.

20090609-DSC_3246

20090611-DSC_3343

Bali

Na Bali docieramy późnym wieczorem i musimy jeszcze znaleźć nocleg. Najbliżej lotniska jest Kuta Beach – miejsce, w którym ‘ląduje’ większość turystów. Nie jest łatwo znaleźć pokój, już zaczął się sezon. Kuta Beach to miejsce wyjątkowo turystyczne, jest McDonald, Starbucks, itp.; plaża taka sobie i tłumnie oblegana. Zostajemy tu jeden dzień planując dalszy pobyt w Indonezji. Na kilka dni jedziemy na północ do Ubud – mniejszej i trochę spokojniejszej miejscowości; jest położony w środku wyspy. Na wypożyczonym motorze przez kilka dni zwiedzamy okolice. Wieczorami w Ubud są pokazy tradycyjnych tańców – my oglądamy Kecak i bardzo nam się podoba. Ludzie tutaj są wyjątkowo mili, pomocni, nawet sprzedawcy nie są nachalni. Świątynie, tarasy ryżowe, uśmiechnięci ludzie wołający ‘Hello’, dużo niższe ceny, egzotyczne zapachy i smaki – jesteśmy w Azji.

Bali

P.S. Nie wiem czy wiecie, że istnieje taki kraj jak ‘Polandia’ – my z niego pochodzimy:) Powiesz ‘Poland’, a oni ‘Poland?’ – aaa Polandia i już uśmiech zrozumienia pojawia się na twarzy.