Archiwa autora 'Listopad, 2009'

bagaż podręczny

Gear

Po pierwsze dziękujemy za ciepłe słowa, które otrzymywaliśmy od Was przez cały rok. Mail’e i komentarze motywowały nas do tworzenia kolejnych wpisów. Mamy nadzieje, że zainspirowaliśmy Was do bliższych czy dalszych podróży.
Postanowiłem nie pisać rozprawki podsumowującej naszą podróż. Zamiast tego w kilku wpisach poruszę najważniejsze sprawy i odpowiem na pytania. Na początek kwestia najczęściej poruszana w mail’ach, czyli ‘jakiego używamy aparatu?’
W podróż zabraliśmy trzy aparaty:
- Nikon D70 – mamy go już kilka lat i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni. Na wyjazd zamieniliśmy obiektyw kitowy 18-70mm na bardziej uniwersalny 18-200mm. To połączenie spisywało się znakomicie, jedynym minusem jest spora waga. W Australii dokupiliśmy portretowy obiektyw 50mm.
- Nikon D40 + kitowy obiektyw 18-55mm – kupiliśmy my go jako rezerwowe body – jest tani i bardzo lekki jak na lustrzankę. Zabieraliśmy go zawsze w góry, żeby za dużo nie dźwigać. Robi naprawdę dobre zdjęcia, idealny dla amatora.
- Casio Exlim – mały kompakt, który miał służyć do kręcenia krótkich filmów. Jednak okazał się nie do końca sprawny, po tym jak mi zamókł na rowerach w Rumunii, więc wysłaliśmy go jeszcze z Australii do Polski. Oczywiście teraz działa bez zarzutu ;-)
Dodatkowo używaliśmy jeszcze filtrów polaryzacyjnych, w zasadzie rzadko zdejmowaliśmy je z obiektywów. Mieliśmy jeszcze lampę błyskową, ale przez brak praktyki i umiejętności nie używaliśmy jej i też dotarła do Polski przed nami. W aparatach używaliśmy kart Sandisk’a 4 i 8 GB.
Jednak jak wiadomo aparaty same zdjęć nie robią i ciągle jeszcze potrzebna jest osoba fotografa. Nie ważne jaki się ma aparat, ważne, żeby go ze sobą nosić i robić zdjęcia. U nas za aparat częściej chwytała Magda, która jest autorem większej części zdjęć z naszej podróży.

Świat z nami objechały także:
- mały laptop Asus EeePc 1000H, który ułatwiał nam opanowanie zdjęć, prowadzenie bloga i kontakt ze światem; wszędzie gdzie się dało korzystaliśmy z darmowego Internetu wifi. Chociaż jego procesor – Intel Atom nie jest zbyt szybki, to nie było też problemów z oglądaniem filmów czy słuchaniem muzyki;
- dwa dyski WD Passport 160 i 320 GB – trzymaliśmy na nich kopie zdjęć, każdy w innym plecaku;
- mini drukarka Polaroid Pogo – drukuje małe zdjęcia 5 x 7,5 cm. Rozdawaliśmy je ludziom, których fotografowaliśmy. Bardzo fajna sprawa, szczególnie w miejscach, gdzie nie dotarła jeszcze w pełni cywilizacja. Jednak w naszej opinii Polaroid spóźnił się o kilka lat – dzisiaj prawie każdy ma komórkę z aparatem. Głównym minusem drukarki jest beznadziejna bateria;
- odtwarzacz MP3 – oprócz muzyki słuchaliśmy na nim audiobook’ów – rewelacyjna sprawa na długie podróże autobusem.
- pendrive – używany, gdy trzeba było skorzystać z kafejki internetowej lub coś wydrukować;
- telefon komórkowy – skradziony w piątym miesiącu podróży i jak się okazało można bez niego żyć. Teraz ciągle go zapominam ;-) .
- czytnik kart, myszka i słuchawki z mikrofonem.

Większość tego wszystkiego nosiliśmy w plecaku LowePro Orion Trekker II, którego pilnowaliśmy jak oka w głowie. Często zabieraliśmy ze sobą tylko jeden aparat i wtedy plecak lądował w kracie PacSafe. Lądował tam również w nocnych pociągach i autobusach.
To chyba tyle w kwestii sprzętu.

w domu

Po kilku dniach spędzonych w Londynie wróciliśmy do Polski. Choć nie było nas rok ma się wrażenie jakby od naszego wyjazdu minęło tylko kilka dni a wszystko co widzieliśmy było snem. Rozpakowane plecaki, wygodne łóżko, pyszne jedzenie jednoznacznie świadczą o tym, że wróciliśmy do domu a nasza ‘wycieczka’ dobiegła końca. Ale nie martwcie się – za parę dni jeszcze raz przejrzymy nasze zdjęcia i odezwiemy się.

Mumbai

Z powodu kłopotów żołądkowych Magdy (sytuacja już opanowana, choć została awersja do tutejszej kuchni) noc na pustyni zamieniamy na nocny pociąg do Mumbai’u. Zatrzymujemy się w turystycznej dzielnicy Colaba – oprócz cen to przez trzy lata niewiele się zmieniło.
Ostatnie dni podróży upływają nam pod znakiem lenistwa – uciekamy przed upałem do klimatyzowanych kawiarni, kina, robimy zakupy, niewiele zwiedzamy…Byliśmy już tu wcześniej, więc czujemy się usprawiedliwieni ;-)

Indie_3star_007

Indie_5star_2

Indie_3star_050

Jodhpur

W Delhi znajdujemy przyzwoity pokój w dzielnicy Paharganj, co nie jest sprawą prostą, gdyż zazwyczaj tańsze noclegi tutaj są dość obskurne. Dodatkowo udaje nam się kupić bilety na pociąg do Jodhpuru już na następny dzień. Wszystkiego dopełnia rewelacyjny deser w knajpce „Big Chill” na Khan Market; tym razem krótki pobyt w Delhi jest całkiem przyjemny.
Nocnym pociągiem docieramy do Jodhpuru. Stare miasto ma swój urok: plątanina wąskich uliczek, pomalowane na niebiesko domy (przypominają Maroko i Szefszawan) i górujący nad nimi olbrzymi fort. Jedyny minus to okropny upał.

Jodhpur

Jodhpur

Nasz plan na następne dni to kilka dni w Jodphurze, kilka w Jaisalmerze, noc na pustyni, Mumbai i wracamy…