Archiwa autora 'Grudzień, 2009'

czy musi być drogo?

Czy musi być drogo?

Poniżej nasze średnie dziennie wydatki przeliczone na dolary amerykańskie. Obejmują one noclegi, wyżywienie i transport na 2 osoby (w Australii i Nowej Zelandii wliczyliśmy wynajem samochodu), nie zawierają tzw. kasy ekstra na pamiątki i dodatkowe atrakcje.

Gwatemala, Honduras, Nikaragua $30,00
Kostaryka $40,00
Ekwador $30,00
Peru $33,00
Boliwia $20,00
Argentyna i Chile $50,00
Nowa Zelandia $81,00
Australia $87,50
Indonezja $25,00
Tajlandia $37,00
Chiny $38,00
Malezja $40,00
Nepal $19,00
Indie $25,00

Spaliśmy głównie w budżetowych hotelikach lub po namiotem, a jadaliśmy w najtańszych miejscach lub sami gotowaliśmy. Na pewno można jeszcze zaoszczędzić na transporcie np. jeżdżąc autostopem albo ograniczając ilość miejsc jakie chcemy zobaczyć. Generalnie im wolniej się podróżuje tym jest taniej.

A z okazji Świat Bożego Narodzenia i nadchodzącego nowego roku chcieliśmy wszystkim życzyć jak najwięcej podróży – tych dalekich i tych bliskich.

pytania Agaty

Pytania pojawiły się w komentarzach do wpisu ‘w domu’, ale odpowiem na nie tutaj.

Jakie było wasze największe zaskoczenie i rozczarowanie?

To co nas zaskoczyło to…
- plaże w Nowej Zelandii, jadąc tam nie sądziliśmy, że są tam tak piękne plaże; Nową Zelandię utożsamialiśmy raczej z krajobrazami z Władcy Pierścieni, a więc zielone wzgórza, góry;
- lwy morskie, a raczej fakt, że potrafią tak szybko się poruszać;
- ilość kangurów na polach kempingowych w Australii(okolica Darwin);
- dostępność wszystkiego tzn. nie potrzeba miesięcy przygotowań i wielkich waliz, żeby podróżować, zwiedzać. Często jest tak, że kiedy się planuje, analizuje itp. pojawiają się oczekiwania i później łatwo się rozczarować (nie dlatego, że dane miejsce nie jest ładne tylko dlatego, że jest inne niż sobie wyobrażaliśmy). Wszystko można kupić i zorganizować już na miejscu; wszelkiego rodzaju wycieczki jednodniowe, kilku dniowe, treki i jest to dużo tańsze, niż te załatwiane za pośrednictwem biur podróży w kraju, czy nawet przez Internet. Nie trzeba organizować całej grupy, aby jechać w góry w Peru czy w Ladakh, wystarczy będąc tam wybrać sobie jakąś agencję turystyczną, a ona z pewnością zorganizuje (połączy kilka osób) grupę. Jedyny problem to wybrać agencję, która nie zawiedzie, ale na to nie ma złotego środka, najlepiej przejść kilka, może napotkany turysta będzie w stanie coś polecić.
- Salar de Uyuni – jest piękny, bezkresny…
- to, iż wszyscy mają komórki – Indianie, Maorysi, Aborygeni, Indonezyjczycy, Buddyjscy mnisi, Hindusi …często może nie być asfaltu, bieżącej wody, mogą chodzić w brudnych ciuchach, ich domy to jedna izba, w której śpi cała rodzina (‘toaleta’ na zewnątrz), ale mają komórkę, no i TV…Nawet gdy odwiedzaliśmy plemię Uros mieszkające na wyspie zbudowanej z trzciny na jeziorze Tititaca, to mieli solar, dzięki któremu mogli oglądać TV.

Rozczarowali nas Chińczycy. Nie wiem czy czytaliście ‘Tai-pan’a’ James Clavell’a, który opowiada o Chinach z okresu cesarstwa (dobra książka – polecam), w każdym razie książka ta bardzo pozytywnie nastroiła nas na Chiny i pewnie stąd też ten zawód.
Drugie duże rozczarowanie to komercja w Nepalu, przynajmniej w tym Nepalu, w którym my byliśmy, który był dostępny dla nas finansowo. Słyszeliśmy, że regiony Mustang i Manaslu nie są tak turystyczne, ale za to bardzo drogie.

Czego najbardziej Wam brakowało i gdzie najlepiej smakuje kawa?

Pod koniec wyjazdu brakowało nam europejskiej kuchni. No i może trochę samochodu, a raczej tej niezależności jaką daje samochód (i tempo przemieszczania się).
Co do kawy, to zazwyczaj w krajach, gdzie się ją uprawia ludzie (tubylcy) jej nie piją, nie można dostać dobrej kawy, bo jest wysyłana na eksport. Smakowała mi kawa w Buenos Aires – dużo kawiarnii, rano zawsze medialunas (crossointy) i kawa; trochę jak w Paryżu.

Najmilszy dzień i najciekawsi znajomi?

Ciężko wybrać najmilszy dzień, było ich sporo…
- dzień, kiedy spadł pierwszy śnieg na Ziemi Ognistej, zaskakując nas biwakujących w górach;
- każdy dzień, rozpoczynający się od widoku wschodzącego słońca w Nowej Zelandii;
- błogie dni na plaży Pasir Panjang w Indonezji;
- te kilka dni na treku Santa Cruz w Peru;
- park Toress del Paine w Chile (co prawda musieliśmy dźwigać spore plecaki, ale było fajnie :-) );
Nie chce Was zanudzać, im dłużej myślę, tym więcej takich dni mi się przypomina.
Mniej miłe, to te spędzone w środkach komunikacji.

Najciekawsi znajomi
- Gosia i Tomek z Polski – spędziliśmy z nimi zeszłoroczne Boże Narodzenie
- Zaida i Juvé z Hiszpanii – przemierzają Świat na rowerach www.getjealous.com/isidro/
- Eyal i Dvori z Izrael – mieszkają w Kibucu
- Lori i Tim – dwóch starszych Panów, którzy gościli nas w Sydney.

I dokąd następna wyprawa?

Tego jeszcze nie wiemy, ale my nigdy nie planujemy z dużym wyprzedzeniem. Jedno jest pewne – na pewno będziemy dalej podróżować, choć raczej będą to już krótsze wyjazdy.

P.S. Jeszcze przed Świętami odpowiedź na pytanie – czy podróżowanie po całym świecie faktycznie musi być takie drogie?