Samo Huaraz nie jest zbyt urokliwe, jednak jego położenie nie ma sobie równych. Miejscowość ta znajduje się u podnóża drugiego, co do wielkości (zaraz po Himalajach) pasma górskiego na Świecie – Cordillera Blanca.
Gdy tu docieramy jest pochmurnie i pada, nie widać gór. Jest pora deszczowa i pada prawie codziennie. Idealnie było by tu przyjechać latem, ale my niestety nie mamy takiej możliwości. Jednak plusem tej pory roku jest niski sezon, a więc niewiele turystów i niższe ceny.
Chcemy iść w góry. Sprawdzamy oferty w agencjach turystycznych, decydujemy się na czterodniowy trekking Santa Cruz. Trasa ma ok. 54 km długości, w najwyższym punkcie wspina się na przełęcz na wysokości 4.750 m n.p.m. – mapa .
dzień 1
Wyjeżdżamy z Huaraz o godz. 6 rano, razem z nami jedzie jeszcze piątka turystów (dwóch Amerykanów i Amerykanka, Francuska , Koreańczyk) i przewodnik – Abel. Po godzinie dojeżdżamy do miejscowości Yungay, gdzie przesiadamy się do kolejnego minibusa i kierujemy się do wioski Vaqueria, gdzie zaczyna się szlak. Po drodze mijamy piękne, turkusowe jezioro Llanganuco. Droga wiję się w górę, a za oknem robi się biało. Nasz minibus mozolnie wspina się na przełęcz na wysokość 4.767 m n.p.m., z której zostaje już tylko parę kilometrów do Vaquerii. W pewnym momencie coś się psuje w układzie kierowniczym naszego pojazdu i mamy przymusową przerwę w podróży. Na szczęście nie jest to nic poważnego i po godzinie ruszamy dalej. W Vaquerii czekają na nas nasi tragarze, czyli czwórka uroczych osłów, wraz z kundelkiem i donkey driver’em (poganiacz do osiołków). Donkey driver ładuje namioty, bagaże i jedzenie, a my rozmawiamy z turystami, którzy szli naszym szlakiem z przeciwnego kierunku. Są przemoczeni – mówią, że cały czas padało i nic nie było widać…
Ruszamy. Przechodzimy przez niewielką wioskę i zaczynamy podejście.
Po dwóch godzinach zaczyna padać – czy tak będzie przez następne cztery dni? Zmoczeni i zmarznięci docieramy do miejsca pierwszego biwaku. Rozbijamy namioty. Przewodnik przyrządza rewelacyjny obiad – gorąca zupa poprawia wszystkim humor.
dzień 2
Abel budzi nas o godz. 5.20 kubkiem gorącej herbaty z liśćmi koki (taką herbatę piję się po to, aby nie mieć choroby wysokościowej). Jest przeraźliwie zimno, ale na niebie nie ma ani jednej chmurki. Ośnieżone szczyty gór w blasku wschodzącego słońca wyglądają przepięknie.
Jemy śniadanie i zbieramy namioty. Rozpoczynamy podejście na przełęcz Punta Union – 4.750 m n.p.m. Idziemy szeroką dolina otoczeni sześciotysięcznikami, co jakiś czas robimy sobie krótkie przerwy (np. na wojnę na śnieżki). Po mniej więcej pięciu godzina docieramy na przełęcz – świeci słońce – widoki są rewelacyjne (nie możemy się napatrzeć).
Dopiero podczas zejścia zbierają się chmury. Gdy docieramy na miejsce kolejnego biwaku znowu zaczyna padać. Śpimy na wysokości 4.200 m n.p.m.
dzień 3
Znowu pobudka o świcie, ale to oznacza, że jest dobra pogoda. Nasze namioty pokrywa szron – w nocy był przymrozek. Dzisiaj zbaczamy z głównego szlaku i podochodzimy do jeziora położonego u stóp góry Alpamayo (5.947 m n.p.m.). Po przeciwnej stronie doliny widać górę Artesonraju (6.025 m. n.p.m.), która pojawia się na początku wszystkich filmów wytwórni Paramount.
Schodzimy do doliny i kierujemy się w stronę kolejnego obozowiska. Zaczyna siąpić i dość mocno wieje. W pewnym miejscu teren jest tak podmokły, że musimy zdjąć buty i iść na bosaka. Do obozu docieramy w strugach deszczu, który tym razem pada całą noc.
dzień 4
Deszcz ustaję dopiero nad ranem, a nam zostają tylko trzy godziny zejścia. Wszyscy są już zmęczeni (marzą o gorącym prysznicu i łóżku z czystą pościelą), ciuchy przemoknięte, do tego dokuczają nam żołądki, ale jesteśmy zadowoleni – mieliśmy rewelacyjną pogodę jak na tę porę roku!





Niesamowita przygoda, a tak poza tym to szczęściarze z was!! Ciągle trafiacie na ładną pogodę
)
Póki co nam się udaje
Witam, mam małe pytanie. Czy zabraliście ze sobą w podróż namiot wyprawowy? Czy jakoś wypożyczacie na miejscu?
Jeśli macie własny to pochwalcie się firmą i modelem (nie będzie to chyba kryptoreklama). Z góry dziękuję za odpowiedź.
Hej Kochani!
Niesamowita ta Wasza wyprawa w góry. A fotki – po prostu rewelacja!;). Przez chwilę poczułam się, jakbym tam z Wami była;):).
Trzymajcie się i piszcie jak najwięcej!
Buziaki,
Asia
Co do namiotu to rozważaliśmy jego zakup przed wyjazdem, ale stwierdziliśmy, że kupimy go jak będzie bardziej potrzebny czyli dopiero w Chile. A na treku w Peru namioty zapewniało biuro, które organizowało trek.