Po 22 godzinach spędzonych w pociągu i następnych 5-ciu w autobusie jesteśmy w Dali – małej, urokliwej miejscowości znajdującej się w prowincji Yunnan. Niestety jest to kolejne miejsce, które znajduje się na szlaku turystycznym Chińczyków. Jednak pierwszego dnia pogoda nam sprzyja – pada deszcz, więc na ulicach jest znacznie spokojniej.
Chcemy uciec od tłumów dlatego zmieniamy trochę plany i zamiast do Lijang ruszamy bezpośrednio do Litang położonego w prowincji Syczuan. Bezpośrednio, czyli trzy dni jazdy i dwa niezbyt ciekawe noclegi. Drugiego dnia nasz autobus zagrzebuje się w błotnistej drodze i musimy wyciągać go na linach.
W Xiangcheng, w którym mamy się przesiąść, nie ma biletów na następny dzień do Litang, więc razem z pięcioma innym osobami wynajmujemy minivana. Droga wiedzie wysoko w górach, przez przełęcz na wysokości 4.600 m. W końcu padnięci docieramy do celu; w Litang zatrzymamy się na kilka dni.
Brak powiązanych wpisów.




Czad! Rok temu podobne sceny widzieliśmy w Laosie, ale na pewno jednak nie tak żeby ludzie linami cokolwiek ciągneli!!
Co to jest to białe gotujące się na parze? Jakiś rodzaj klusek?
Tak, to takie kluski na parze z nadzieniem w srodku – nam bardzo smakowaly.
Na widok tej pary unoszącej się nad klusko – bułkami (te widoczne na zdjęciu są chyba akurat bez nadzienia?) aż ślinka leci; a na widok ulicy Dali aż się łezka w oku kręci
))
Prawda, że leży ono na szlaku chińskich turystów, ale ma swój klimat – zwłaszcza, gdy się pokręcić trochę po okolicy…