Choć Mae Salong leży tylko półtorej godziny jazdy od Chiang Rai to dostanie się do niego nie jest proste. Droga jest dobra, ale trzeba się przesiąść i tu pojawia się problem. Autobus wysadza nas w miejscu, gdzie trasa do Mae Salong odbiją od dwupasmówki wiodącej do granicy z Birmą. Tutaj już czekają songthaew’y (pick-up przerobiony na coś w rodzaju małego busa), jednak albo płacimy 400 Bahtów (40 zł) albo czekamy na kolejne 6 osób. Cóż…czekamy, ale jakoś nikt się nie pojawia. Magda postanawia złapać stopa – mamy szczęście – zatrzymuje się pierwszy przejeżdżający samochód, kierowca jest bardzo miły, nadkłada drogi i zawozi nas do samej miejscowości. Szosa wznosi się i wije wśród zielonych gór – okolice jest naprawdę niesamowita. Kilka kilometrów przed wioską dostrzegamy to, czego nie udało nam się zobaczyć w Indonezji – plantację, a na niej ludzi zbierających herbatę. Jeszcze tego samego dnia wypożyczamy motor i wracamy w to miejsce. Liście zbierają same kobiety (niektóre z małymi dziećmi na plecach), z nieba leje się żar.
Kosztujemy różne herbaty – nawet nie wiedzieliśmy, że jest taki wybór; są smaczne, dobrze koją pragnienie. W Mae Salong mieszka sporo Chińczyków, wioska podobno przypomina te z chińskiej prowincji Yunnan…zobaczymy
Brak powiązanych wpisów.



Ciekawa jestem, jak ludzie w tej części świata reagują na robienie im zdjęć. Byłam w wielu miejscach na kilku kontynentach, ale najbardziej drażnili mnie ludzie w Maroku, którzy nie tylko za zrobienie im zdjęcia wyciągali ręce, ale nawet celowo pchali się w drugi plan (albo i jeszcze dalszy), żeby potem wykłócać się o kasę. Strasznie nachalni. Inni natomiast, gdy zauważyli obiektyw wycelowany w ich stronę, to zasłaniali twarz chustkami lub rękami.
Ze zdjęciami różnie bywa – dużo ułatwia jak się trochę zna język i można się spytać o zgodę, czasami można to załatwić bez słów. Generalnie im miejsce bardziej turystyczne tym trudniej o zdjęcie – ludzie chcą pieniędzy, są zmęczeni zdjęciami, zasłaniają się. Trudno im się dziwić – jakby ktoś przychodził i codziennie robił mi zdjęcia to raczej też nie byłbym zadowolony. Generalnie każdy ma prawo nie chcieć zdjęcia i trzeba to uszanować. A co do Maroka to nie mamy aż tak strasznych doświadczeń – tam też można znaleźć miłych i chętnych do pozowania ludzi. Pozdrawiam!
Swietna relacja herbaciana
Pozdro z Bangkoku,
L
Na pewno dużo ułatwia teleobiektyw.:-) Ja na tym bazowałam w Maroku, ale na przykład w Ameryce Południowej nigdy nikt nie poprosił mnie o kasę za zrobienie zdjęcia. Tam ludzie zawsze uśmiechali się i ze zrozumieniem przyjmowali mnie i mój obiektyw.
jestem na Waszej stronie pierwszy raz ale już wiem, że będę wracać, by czytać i oglądać Was dalej. bardzo mi się podobają zdjęcia! byłam raz na plantacji herbaty w Munnarze w Indiach: też było ZIELONO i pracowały tylko kobiety. na plecach dźwigały parę razy większe od siebie wory z liśćmi. herbaty z Munnaru nigdy nie widziałam w sprzedaży poza Indiami. mam nadzieję, że Wasze herbaty też będą niepowtarzalne
pozdrawiam serdecznie podróżników!!!!
Powodzenia w dalszych odkryciach(także smakowych). Chętnie będę zaglądać. Pozdrawiam!
—
gadjodilo.blox.pl
Hej ! Widze ze macie coraz wielsze grono czytelnikow….tak trzymac
Dzieki za e-maila z Chin. Pozdrawiamy !
Piękne foty!!!
Mogę zapytać ile szkieł ze sobą taszczycie? Ja w Azji miałam z lenistwa tylko jedno, czego oczywiście bardzo żałowałam. No i do Ameryki Południowej wezmę chyba ze trzy…
Hej! Już gdzieś o tym pisałem. Mamy dwa aparaty: D70 + 18-200mm i 50mm/1.8 oraz D40 + kit 18-55mm. Zazwyczaj używamy D70+18-200, ale jak idziemy w góry to D40, bo jest super lekki. Pozdrawiam! Dotarliście już do Polski?
Dzięki za info. Jesteśmy w Polsce od niecałego tygodnia. Staram się nadrobić zaległości w blogu
We wrześniu ruszamy dalej, do Ekwadoru.