Z powodu kłopotów żołądkowych Magdy (sytuacja już opanowana, choć została awersja do tutejszej kuchni) noc na pustyni zamieniamy na nocny pociąg do Mumbai’u. Zatrzymujemy się w turystycznej dzielnicy Colaba – oprócz cen to przez trzy lata niewiele się zmieniło.
Ostatnie dni podróży upływają nam pod znakiem lenistwa – uciekamy przed upałem do klimatyzowanych kawiarni, kina, robimy zakupy, niewiele zwiedzamy…Byliśmy już tu wcześniej, więc czujemy się usprawiedliwieni



Hej,
Mam też pytanie odnośnie zabezpieczania się przed malarią: gdzie i w jaki sposób – jeśli w ogóle – przyjmowaliście leki anty-malaryczne? I który lek z dwóch dostępnych?
od lutego z wielką przyjemnością śledziłam Waszą wyprawę, umilając sobie “pracowe” poranki. Szkoda, że już wracacie, choć z pewnością zdążyliście już zatęsknić za domem. Liczę na obiecywanego podsumowującego posta – czego nie warto było zabierać, a czego zabrakło, które miejsca polecacie w szczególności, a dokąd byście jednak nie pojechali. W lutym wyruszamy w świat po naszą przygodę.
Z góry dziękuję i pozdrawiam Was serdecznie, życząc szczęśliwej podróży do Domu,
Mery
Leki antymalaryczne zażywaliśmy tylko w Ameryce Centralnej – lek Aralen, bardzo tani. Mieliśmy też Malarone do zastosowania w formie dawki uderzeniowej, gdyby wystąpiły objawy. Pozdrawiamy!