na końcu Świata

Jedziemy na Ziemię Ognistą do Ushuaia; z Punta Arenas to ok. 10 godzin jazdy autobusem. Za oknem niekończące się równiny, co jakiś czas można wypatrzyć strusie Nandu.

Tierra del Fuego

Podczas przeprawy promowej pojawiają się czarno-białe delfiny – przez chwilę ścigają się ze statkiem.

Tierra del Fuego

W Ushuaia wybieramy się w góry, na Przełęcz Owcy (Paso de Ovieja). Po deszczowej noc nie ma ani śladu, wypogodziło się, jest pięknie, kolorowo.

Tierra del Fuego

Rozbijamy namiot nad Laguną de Caminante z widokiem na ośnieżone szczyty; poza nami nie ma tu nikogo, po zatłoczonym hostelu to przyjemna odmiana. W nocy zaskakuje nas zima, znalazła nas na końcu Świata ;-) Pada śnieg i robi się bardzo zimno. Rano wszystko wokół jest ośnieżone, a podczas powrotu do miasteczka momentami silny wiatr nie pozwala iść – trzeba przystanąć i przykleić się do stoku.

Tierra del Fuego

Praktycznie cały dzień pada śnieg – pierwszy raz tu w tym roku. W Ushuaia zostaniemy jeszcze kilka dni, może uda nam się jeszcze wybrać góry…

Przeczytaj też:

  1. w końcu Patagonia! W El Calafate nie ma za wiele do robienia, oprócz...
  2. w krainie wiatru i deszczu Przed wyruszeniem do Torres del Paine zatrzymujemy się na jedną...

3 Odpowiedzi do “na końcu Świata”


Pozostaw odpowiedź