Archiwa tagów 'dolina Markha'

dolina Markha

Wykupienie treku w agencji turystycznej w Leh kosztuje ok. 60 USD od os. za dzień. Agencja zapewnia konie tj. transport bagażu, ekwipunek typu namiot, karimaty itp., wyżywienie, przewodnika, czasem nawet przenośną toaletę ;-) . Można jednak wszystko zorganizować samemu dużo niższym kosztem. Oczywiście najtańszą opcją jest zarzucenie plecaka wraz z całym sprzętem na plecy i wyruszenie z mapą w ręku, co ostatecznie przy kilkudniowej eskapadzie i dużych wysokościach jest to dość wyczerpujące. Można też wynająć przewodnika lub iść z małym plecaczkiem i korzystać z homestay, czyli noclegów oferowanych w wioskach przez mieszkańców. My zdecydowaliśmy się na wynajęcie koni (do niesienia sprzętu biwakowego) wraz z poganiaczem – ‘ponyman’ i spanie pod namiotem. Znalezienie tanich koni nie jest łatwą sprawą. Większość agencji oferuje 3-4 konie (nie mniej!), a cena za jednego wahała się od 250 do 500 rupi za dzień ( 5 – 10 USD). W końcu udało nam się wynająć tylko dwa konie za 220 rupi od sztuki.

Markha Valley

Na początku trasy czeka na nas nasz ‘ponyman’ – Tybetańczyk Thundup wraz z dwoma końmi, ładujemy bagaż i ruszamy na trek w dolinę Markhi. Szlak ma długość ok. 90 km i prowadzi przez dwie przełęcze – Ganda La (4.870 m n.p.m.) i Gongmaru La (5.030 m n.p.m.). Po drodze mijamy małe wioski, stupy i ludzi pędzących stada bydła.

Markha Valley

W sezonie na całej trasie działają tzw. tea house’y, w których można się napić herbaty i coś przekąsić. Widać, że w lecie przewija się tu sporo ludzi. Teraz jednak wszystko jest już pozamykane, na szlaku spotyka się niewiele turystów a miejscowi są zajęci pracą przy żniwach.

Markha Valley

Trasę kończymy popołudniu, piątego dnia w Shang Sumdo. Jedyny autobus do Leh odjeżdża o 8 rano, więc liczymy się z koniecznością spędzenia jeszcze jednej nocy pod namiotem. Ku naszej radości, w wiosce jest już kilku turystów, którzy zamówili autobus. I tak półtorej godziny później siedzimy w naszej ulubionej restauracji wcinając momo’sy (coś jak pierogi nadziewane warzywami i serem – pycha), miła odmiana po pięciu dniach jedzenia chińskich zupek.
Pokonanie szlaku zajęło nam 5 dni, a nie 7-8 jak sugerują w przewodnikach i agencjach turystycznych, więc chyba z naszą kondycją nie jest tak źle :-)

Markha Valley