<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>jedziemydookola.pl &#187; Podróż dookoła Świata &#8211; RTW i nie tylko</title>
	<atom:link href="http://www.jedziemydookola.pl/tag/huayna-potosi/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.jedziemydookola.pl</link>
	<description>podróż dookoła świata</description>
	<lastBuildDate>Thu, 03 Nov 2011 05:43:47 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>zrobiliśmy to! &#8211; Huayna Potosi 6.088 m n.p.m. &#8211; nasz pierwszy sześciotysięcznik!</title>
		<link>http://www.jedziemydookola.pl/zrobilismy-to-huayna-potosi-6088-m-npm-nasz-pierwszy-szesciotysiecznik.html</link>
		<comments>http://www.jedziemydookola.pl/zrobilismy-to-huayna-potosi-6088-m-npm-nasz-pierwszy-szesciotysiecznik.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Feb 2009 20:25:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maciek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Boliwia]]></category>
		<category><![CDATA[Cordillera Real]]></category>
		<category><![CDATA[Huayna Potosi]]></category>
		<category><![CDATA[La Paz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.jedziemydookola.pl/?p=239</guid>
		<description><![CDATA[Już w Ekwadorze zaczęło nas korcić, aby wybrać się na jakąś większą górę. Jednak baliśmy się, że nie damy rady &#8211; że będzie za wysoko, że nie mamy odpowiedniej aklimatyzacji, że za słabo u nas z kondycją. Później była Cordillera Blanca w Peru i trek Santa Cruz – wysokość nam nie dokuczała, a i na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Już w Ekwadorze zaczęło nas korcić, aby wybrać się na jakąś większą górę. Jednak baliśmy się, że nie damy rady &#8211; że będzie za wysoko, że nie mamy odpowiedniej aklimatyzacji, że za słabo u nas z kondycją. Później była Cordillera Blanca w Peru i trek Santa Cruz – wysokość nam nie dokuczała, a i na kondycję nie mogliśmy narzekać. Dlatego będąc w La Paz postanowiliśmy wspiąć się na Huayna Potosi – podobno jeden z łatwiejszych sześciotysięczników w Boliwii.</p>
<p><a title="Huayna Potosi by Magda &amp; Maciek, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/magda-maciek/3258923412/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3375/3258923412_7d8060872e.jpg" alt="Huayna Potosi" width="500" height="333" /></a></p>
<p>Zaczynamy od znalezienia odpowiedniej agencji – najlepiej dobrej i niedrogiej. Nie jest to łatwe, bo tak jak zjazd drogą śmierci, tak i wejście na szczyt Huayna Potosi jest w ofercie praktycznie każdej agencji. Po paru godzinach wybieramy <a title="Travel Tracks" href="http://www.travel-tracks.com" target="_blank">Travel Tracks</a> – są stosunkowo tani (biorąc pod uwagę inne agencje), a do tego rekomendowani przez Lonely Planet. Musi zdecydować czy jedziemy na dwa czy na trzy dni – dłuższy wariant zawiera jednodniową praktykę na lodowcu. Decydujemy się na tańszą, dwudniową opcję. Teraz pozostaje wybrać buty – twarde plastikowe skorupy i resztę sprzętu &#8211; to, czego nie mamy pożyczą nam w agencji – nieprzemakalne spodnie, czekany, raki, druga czołówka, drugi śpiwór (ja mam za cienki). Następnego dnia wyjeżdżamy o godz. 9 – góra leży w odległości godziny drogi od stolicy. Dojeżdżamy na wysokość 4.700 m n.p.m – rzadko gdzie można podjechać taksówką prawie na wysokość Mont Blanc <img src='http://www.jedziemydookola.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' />  Rozpoczynamy trzygodzinne podejście (z cały ekwipunkiem) do schroniska, które położone jest na wysokości 5.130 m n.p.m. Plecaki są okropnie ciężkie, a tu nie ma osiołków, które mogłyby pomóc nam je dźwigać. W końcu docieramy do celu; jest ładna pogoda, przed nami rozpościera się przepiękny widok na położoną w dole dolinę, widać też szczyt – robi wrażenie – wydaje się ogromny! Parę osób jest już w schronisku – śpią. Nam nie chce się spać, jest dopiero godz. 14. Zakładamy sprzęt i idziemy z przewodnikiem na lodowiec poćwiczyć – nigdy wcześniej nie chodziliśmy w rakach, nie używaliśmy też czekanów. Aby dojść do lodowca musimy przejść kamienisty fragment szlaku – w twardych butach jest to nie lada gimnastyka. Nasz przewodnik szedł w takich butach przez całą drogę do schroniska! Na całe szczęście chodzenie w rakach po lodowcu okazuje się dość proste. Resztę dnia spędzamy wylegując się na słońcu i podziwiając ośnieżone szczyty gór.</p>
<p><a title="Cordillera Real by Magda &amp; Maciek, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/magda-maciek/3258066309/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3403/3258066309_02696bd4e4.jpg" alt="Cordillera Real" width="500" height="333" /></a></p>
<p>Po kolacji, o godz. 17 idziemy się położyć. Podejście na szczyt zaczniemy o 1 w nocy (o godz. 12 jest pobudka), więc trzeba się trochę przespać. Nie możemy spać, godziny ciągną się w nieskończoność, grobową ciszę przerywają tylko szeleszczenia śpiworów, sen nie nadchodzi, w głowie kotłują się myśli…Prawie ‘całą noc’ spędzamy starając się zasnąć. Około godz. 22 zaczyna się błyskać i grzmieć – burza…i cały entuzjazm opada &#8211; przy takiej pogodzie pewnie nie pójdziemy na szczyt. Po dwóch godzinach burza odchodzi, zamiast niej pada śnieg. Nasz przewodnik przychodzi nas obudzić (i tak nie śpimy); jemy niewielkie śniadanie i około godz. 1.00 wychodzimy. Na zewnątrz nic nie widać – jest ciemno, nie ma gwiazd i wciąż sypie. Dochodzimy do lodowca, zakładamy raki i wiążemy się liną – przewodnik idzie pierwszy, potem Magda, a na końcu ja. Zaczynamy podejście, do szczytu mamy jakieś 6 godzin i ponad 950 metrów przewyższenia. W świetle czołówki widać tylko niekończący się szlak, który wije się cały czas stromo pod górę. Na początku jest nam gorąco, potem przestaje padać i robi się coraz zimniej; śnieg, który stopił się na nas pozamarzał. Teraz droga prowadzi granią, snop światła z latarki po obu stronach ścieżki napotyka na bezkresną ciemność. Po paru godzinach drogi daje znać o sobie wysokość, brak snu i zmęczenie – każdy kolejny krok robi się coraz cięższy, w głowie pojawia się myśl: ‘po co się tu pcham?’. Nie mamy wody, zamarzła nam w rurce od camelbaka. W końcu zaczyna świtać – to dodaje nam otuchy, pojawiają się zarysy gór, odsłania się szczyt i widzimy, że już niedaleko. O świcie widoki są niesamowite – nierealne, jednak my jesteśmy zbyt zmęczeni i zmarznięci, żeby sięgnąć po aparat, rejestrujemy je w pamięci. Dotarliśmy! Jesteśmy na szczycie! Udało się pokonać 6.000 m! Niestety znowu się zachmurzyło i kompletnie nic nie widać. Schodzimy trochę niżej, odpoczywamy, chmury się rozchodzą, robimy parę zdjęć i ruszamy z powrotem do schroniska.</p>
<p><a title="Huayna Potosi by Magda &amp; Maciek, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/magda-maciek/3258897634/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3381/3258897634_703f901387.jpg" alt="Huayna Potosi" width="500" height="333" /></a></p>
<p><a title="Huayna Potosi by Magda &amp; Maciek, on Flickr" href="http://www.flickr.com/photos/magda-maciek/3258068371/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3474/3258068371_48621f7776.jpg" alt="Huayna Potosi" width="500" height="333" /></a></p>
<p>Teraz dopiero widzimy, iż wąska ścieżka, którą wspinaliśmy się na szczyt prowadziła wśród lodowych szczelin. Nasz przewodnik idzie ostatni, żeby w razie, czego móc nas utrzymać na linie. Do schroniska docieramy kompletnie wyczerpani, ale szczęśliwi – zrobiliśmy to! Za parę godzin będziemy w hotelu, w wygodnym łóżku. Podejście na Huayna Potosi było jedną z najbardziej wyczerpujących rzeczy, jak zdarzyło nam się zrobić, ale było warto!</p>
<div class="bottomcontainerBox" style="">
			<div style="float:left; width:105px;padding-right:10px; margin:4px 4px 4px 4px;height:30px;">
			<iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fwww.jedziemydookola.pl%2Fzrobilismy-to-huayna-potosi-6088-m-npm-nasz-pierwszy-szesciotysiecznik.html&amp;layout=button_count&amp;show_faces=false&amp;width=105&amp;action=like&amp;font=verdana&amp;colorscheme=light&amp;height=21" scrolling="no" frameborder="0" style="border:none; overflow:hidden; width=105px; height:21px;" allowTransparency="true"></iframe></div>
			<div style="float:left; width:75px;padding-right:10px; margin:4px 4px 4px 4px;height:30px;">
			<g:plusone size="medium" href="http://www.jedziemydookola.pl/zrobilismy-to-huayna-potosi-6088-m-npm-nasz-pierwszy-szesciotysiecznik.html"></g:plusone>
			</div>
			<div style="float:left; width:75px;padding-right:10px; margin:4px 4px 4px 4px;height:30px;">
			<a href="http://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-url="http://www.jedziemydookola.pl/zrobilismy-to-huayna-potosi-6088-m-npm-nasz-pierwszy-szesciotysiecznik.html"  data-text="zrobiliśmy to! &#8211; Huayna Potosi 6.088 m n.p.m. &#8211; nasz pierwszy sześciotysięcznik!" data-count="horizontal">Tweet</a>
			</div>			
			<div style="float:left; width:85px;padding-right:10px; margin:4px 4px 4px 4px;height:30px;"><script src="http://www.stumbleupon.com/hostedbadge.php?s=1&amp;r=http://www.jedziemydookola.pl/zrobilismy-to-huayna-potosi-6088-m-npm-nasz-pierwszy-szesciotysiecznik.html"></script></div>			
			</div><div style="clear:both"></div><div style="padding-bottom:4px;"></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.jedziemydookola.pl/zrobilismy-to-huayna-potosi-6088-m-npm-nasz-pierwszy-szesciotysiecznik.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

