Planowaliśmy przejechać z Chin przez Tybet do Nepalu. Jednak w marcu tego roku władze w Pekinie jeszcze bardziej obostrzyły zasady poruszania się po Tybecie przez obcokrajowców (już wcześnie było wymagane szczególe pozwolenie na wjazd do tego regionu). Oczywiście wszystko to pociągnęło za sobą wzrost kosztów podróży. Obecnie w Tybecie można poruszać się tylko z przewodnikiem. Generalnie cały pobyt musi być załatwiony przez agencję turystyczną. Dzienny koszt podróży i pobytu w Tybecie to ok. 100 USD na osobę – dla nas zbyt wysoki; dlatego postanowiliśmy dojechać najbliżej jak się da do granicy z Tybetem a później polecieć do Malezji, a stamtąd do Indii. Ten wariant jest najtańszy, no i będziemy mieć kilka dni na plaży, czekając na wizy do Indii.
Litang jest malowniczo położone na rozległym płaskowyżu wśród gór. Większość mieszkańców miasteczka to Tybetańczycy – ciekawie ubrani i bardzo pogodni.
Już pierwszego dnia zwiedzamy tybetański klasztor górujący nad miejscowością, po którym oprowadza nas jeden z mnichów.
Kolejne dni spędzamy wędrując po okolicy i odwiedzają mieszkających w namiotach Tybetańczyków; chociaż żyją bardzo skromnie to są niesamowicie gościnni. Zapraszają nas do swoich domów, częstują mlekiem jaka, herbatą i czymś zbliżonym do owsianki.











