Puerto Natales

W tej niewielkiej miejscowości zostajemy dzień dłużej niż pierwotnie planowaliśmy. Spacerujemy, wygrzewamy się w słońcu – jednym słowem odpoczywamy.  W powietrzu czuć już zbliżającą się zimę.

Puerto Natales

Puerto Natales

Został nam już niecały tydzień na południu. Później kilka dni w Santiago i Nowa Zelandia, ale ten czas leci…

w końcu Patagonia!

W El Calafate nie ma za wiele do robienia, oprócz wycieczki do oddalonego o 80 km lodowca Perito Moreno. Lodowiec jest gigantyczny – długi na 14 km i wysoki na ok. 60 m, cały czas w ruchu – ok.2 m na dobę. Stoimy i obserwujemy kolosa – co jakiś czas odrywają się od niego wielkie bryły lodu, które z hukiem wpadają do jeziora. Przyroda jest niesamowita – wszędzie zielono, a pośrodku lodowiec!

Perito Moreno

Jedziemy do El Chalten, przez całą drogę niebo spowite jest gęstymi, szarymi chmurami…zaczyna padać, a do tego mocno wieje. Mimo to decydujemy się na camping – jest za darmo. Nasz namiot przechodzi chrzest bojowy – pierwszy deszcz…nie przemókł! W nocy się rozpogadza i nad ranem mamy rewelacyjny widok na szczyt Cerro Fitz Roy.

Parque Nacional Los Glacieres

W El Chalten zostajemy jeszcze dwa dni, chodzimy po górach, a właściwie u stóp gór. Niestety szczyt Cerro Torre – słynna wieża jest w chmurach i dopiero, gdy wyjeżdżamy odsłania się na chwilę. Pogoda tutaj jest bardzo zmienna, na przemian słońce i deszcz. Jutro ruszamy do Chile – do parku Torres del Paine.

Parque Nacional Los Glacieres