Ostatnim miejscem, które odwiedzamy w Peru jest Puno, niewielka miejscowość położona nad jeziorem Titicaca. Stąd płyniemy zobaczyć dwie wyspy. Pierwsza z nich nie jest typowa wyspą – jest to jedna z 50 pływających wysp zbudowanych z trzciny totora przez plemię Uros. Ludzi ci mówią w języku Aymara i są potomkami plemienia, które zaczęło swoją egzystencję na pływających wyspach, aby odizolować się od agresywnych plemion z lądu. Wyspy są niewielkie, na każdej z nich mieszka kilka rodzin, a ich życie jest całkowicie związane z totorą – z niej robią swoje domy, łodzie i pamiątki dla turystów.
Kobiety na wyspie noszą długie warkocze ozdobione dużymi pomponami – włosy stanowią o atrakcyjności kobiety, a ciężkie pompony ponoć pomagają włosom szybciej rosnąć.
Życie na pływających wyspach nie jest łatwe – wieczna wilgoć sprawia, że już u młodych ludzi pojawia się reumatyzm, a długość życia nie przekracza 60 lat – stąd też większość młodych wybiera łatwiejsze życie na lądzie.
Druga wyspa – Taquile – jest położna daleko od lądu. Mieszkańcy mówią w języku Quechua i znani są ze swoich strojów. Uwagę zwracają stroje mężczyzn – każdy nosi czapkę, którą sam sobie robi na drutach. Taka czapka ma znaczenie symboliczne – może oznaczać status społeczny lub też to czy mężczyzną jest już żonaty czy nie.
A my ruszamy dalej – do Boliwii.


