Na wyspie Roatan jesteśmy już od czterech dni. Wyspa rozleniwia – im dłużej tu jesteśmy tym bardziej nie chce nam się jej opuszczać. Gdy tu płynęliśmy była ulewa i cały czas zastanawialiśmy się czy warto – jest to najdroższe miejsce w cały Hondurasie. Można tu przylecieć bezpośrednio z USA, więc cenny są dostosowane do amerykańskich turystów. Jednak już następnego dnia rano przywitało nas słońce, które towarzyszy nam przez cały pobyt na wyspie.
Mieszkamy w małym domku razem z parą z Hiszpanii. Ja ćwiczę swój hiszpański, gdyż nasi sąsiedzi słabo znają angielski. Mieszkańcy wyspy mówią w obu językach – po angielsku i hiszpańsku. Jest tu duża kuchnia, więc sami przygotowujemy sobie posiłki. Świeże warzywa i owoce sprzedawane są bezpośrednio z pick-up’ów. Wyspa słynie z tanich kursów nurkowania, my jednak świat podwodny oglądamy przy użyciu tylko maski i rurki. A jest co oglądać, gdyż w wodzie pływa pełno niezwykle kolorowych rybek.
Dzisiaj wracamy na stały ląd, jutro ruszamy dalej – w kierunku Nikaragui.


