żar tropików

Na wyspie Roatan jesteśmy już od czterech dni. Wyspa rozleniwia – im dłużej tu jesteśmy tym bardziej nie chce nam się jej opuszczać. Gdy tu płynęliśmy była ulewa i cały czas zastanawialiśmy się czy warto – jest to najdroższe miejsce w cały Hondurasie. Można tu przylecieć bezpośrednio z USA, więc cenny są dostosowane do amerykańskich turystów. Jednak już następnego dnia rano przywitało nas słońce, które towarzyszy nam przez cały pobyt na wyspie.

Roatan

Mieszkamy w małym domku razem z parą z Hiszpanii. Ja ćwiczę swój hiszpański, gdyż nasi sąsiedzi słabo znają angielski. Mieszkańcy wyspy mówią w obu językach – po angielsku i hiszpańsku. Jest tu duża kuchnia, więc sami przygotowujemy sobie posiłki. Świeże warzywa i owoce sprzedawane są bezpośrednio z pick-up’ów. Wyspa słynie z tanich kursów nurkowania, my jednak świat podwodny oglądamy przy użyciu tylko maski i rurki. A jest co oglądać, gdyż w wodzie pływa pełno niezwykle kolorowych rybek.
Dzisiaj wracamy na stały ląd, jutro ruszamy dalej – w kierunku Nikaragui.

pora deszczowa

Dotarliśmy do La Ceiby skąd chcemy popłynąć na wyspę Roatan – jedną z wysp karaibskich. Pogoda niestety nie zachęca do dalszej podróży. Odkąd tu przyjechaliśmy cały czas leje i patrząc za okno nie ma szans na poprawę, przynajmniej dziś. Poczekamy jeden dzień i wtedy zdecydujemy co dalej. Wczoraj wieczorem mieliśmy okazję skorzystać z naszych latarek – nie sądziliśmy, ze tak szybko się przydadzą – awarii uległ słup elektryczny i cała dzielnica pogrążyła się w ciemnościach. A my siedzieliśmy w naszym hoteliku i przy świetle latarki zajadaliśmy soczyste pomarańcze :-). Co do samych noclegów to nie ma tu problemu ze znajdywaniem ich. My korzystamy z Lonely Planet ‚Central America on a shoestring’ lub też z oferty naganiaczy na dworcach autobusowych. Często te noclegi są równie dobre, jak i nie lepsze niż te polecane w przewodniku. Przewodniki, szczególnie po krajach rozwijających, mają to do siebie, że szybko się dezaktualizują, ceny idą w górę, hotele znikają lub tracą swój pierwotny standard, więc należy brać dużą poprawkę na to co jest w nich napisane. W poprzedniej miejscowości – Gracias (która zachwycają się w Lonely Planet a nam wydała się średnia) udało nam się wybrać na pieszą wycieczkę do parku narodowego Celaque. Po kilku godzinach marszu przez gęsty las (na szczęście szlak jest dobrze oznaczony) dotarliśmy do punktu widokowego. Góry są tutaj zupełnie inne niż u nas – choć wysokością przewyższają Tatry to są w całości porośnięte gęstym lasem.

Honduras
Park narodowy Celaque

Honduras
A tak wygląda kawa