wakacje

Niestety i ten miesiąc będzie bez kalendarza – czasu mało, pracy dużo. Na szczęście w sierpniu udało mi się wyskoczyć na tydzień na rowery – okolice jeziora Garda we Włoszech i dolina Zillertal w Austrii. Zapraszam do galerii.
rowery-0019

nowy rok

Ostatnie dni grudnia były dla nas dość intensywne, a pobyt w Baños pozwolił nam na chwilę odpoczynku…ale od początku – do Baños docieramy około godz. 17 w Sylwestra. Jest to swego rodzaju kurort – góry, ciepłe źródła i masa różnego rodzaju ‚atrakcji’. Na ulicach tłum jak na Krupówkach, pełno ekwadorskich turystów i przebierańców (w większości mężczyźni przebrani za kobiety lub diabły). W każdych drzwiach czeka przygotowana kukła, którą o północy pali się (wiele z nich przedstawia tutejszych polityków, widzieliśmy też jedną nazwaną Barack Homama). Oczywiście są też fajerwerki, muzyka i zabawa do białego rana.
Z Baños ruszamy do Riobamby, położonej w pobliżu najwyższego szczytu w Ekwadorze – wulkanu Chimborazo – 6.310 m n.p.m. (biorąc pod uwagę położenie blisko równika jest to punkt najdalej położony od środka Ziemi). Riobamba sprawia wrażenie opustoszałej, ciężko jest znaleźć otwartą restaurację lub agencję turystyczną – pewnie wszyscy pojechali na długi weekend do Baños. W końcu udaję się – trafiamy na agencję, które organizuje zjazdy na rowerach spod stóp wulkanu Chimborazo. Mimo, iż biuro ProBici jest dość niepozorne, znajduję się na piętrze sklepu z tekstyliami, to ich oferta jest najciekawsza; inne agencje oferują zjazd główną drogą (w większości asfaltową), a tu będziemy jechać bocznymi drogami. Decydujemy się – przymierzamy kaski, rękawiczki i próbujemy rowery. Co do rowerów to mają tu głównie klasykę takich firm jak Trek czy Specialized (każdy zadbany i z przednim amortyzatorem), ale jest też kilka nowych, my bierzemy dwa rowery Kona – krótka przejażdżka, żeby sprawdzić czy wszystko jest ok. i jesteśmy gotowi na wyprawę. Oprócz nas jedzie też Szwajcar i trójka młodych studentów z Korei. Wyruszamy nazajutrz rano – jedziemy terenową Toyotą z zamocowanymi rowerami. Początkowo jest dość pochmurnie i nie widać gór, ale już w połowie trasy przejaśnia się, zza chmur wyłania się ośnieżony szczyt Chimborazo. Samochód podwozi nas na wysokość 4.800 m, my podchodzimy jeszcze 200 metrów do drugiego schroniska – jesteśmy na 5.000 metrów!

Chimborazo

Stąd wyrusza się na szczyt wulkanu – konieczne są czekany i raki, podchodzenie (8 godzin) trzeba zacząć o północy, aby na szczycie znaleźć się nad ranem. Wracamy do samochodu, gdzie czekają nasze rowery. Zjazd jest rewelacyjny, a widoki niesamowite.

Chimborazo

Po drodze mijamy stada vicuni i alpaków. Do Riobamby docieramy przed godz.18, także kupujemy jeszcze bilety na pociąg na następny dzień. Jest to specjalny pociąg, ponieważ miejscówki są na dachu, przygotowanych do tego, wagonów towarowych.

Train from Riobamba

Indigenous people of Ecuador

P.S. Najlepsze życzenia Noworoczne!