herbaciana wioska

Choć Mae Salong leży tylko półtorej godziny jazdy od Chiang Rai to dostanie się do niego nie jest proste. Droga jest dobra, ale trzeba się przesiąść i tu pojawia się problem. Autobus wysadza nas w miejscu, gdzie trasa do Mae Salong odbiją od dwupasmówki wiodącej do granicy z Birmą. Tutaj już czekają songthaew’y (pick-up przerobiony na coś w rodzaju małego busa), jednak albo płacimy 400 Bahtów (40 zł) albo czekamy na kolejne 6 osób. Cóż…czekamy, ale jakoś nikt się nie pojawia. Magda postanawia złapać stopa – mamy szczęście – zatrzymuje się pierwszy przejeżdżający samochód, kierowca jest bardzo miły, nadkłada drogi i zawozi nas do samej miejscowości. Szosa wznosi się i wije wśród zielonych gór – okolice jest naprawdę niesamowita. Kilka kilometrów przed wioską dostrzegamy to, czego nie udało nam się zobaczyć w Indonezji – plantację, a na niej ludzi zbierających herbatę. Jeszcze tego samego dnia wypożyczamy motor i wracamy w to miejsce. Liście zbierają same kobiety (niektóre z małymi dziećmi na plecach), z nieba leje się żar.

Mae Salong

Mae Salong

Mae Salong

Kosztujemy różne herbaty – nawet nie wiedzieliśmy, że jest taki wybór; są smaczne, dobrze koją pragnienie. W Mae Salong mieszka sporo Chińczyków, wioska podobno przypomina te z chińskiej prowincji Yunnan…zobaczymy 🙂

w oczekiwaniu

W Mae Hong Son wypożyczamy motor i jedziemy do wioski Noi Soi. Zamieszkuje ją górskie plemię ‘Karen Long-neck’ czyli Długie Szyje. Kobiety z tego szczepu noszą na szyjach mosiężne pierścienie, przez co ich szyje sprawiają wrażenie nienaturalnie długich. Cały czas lekko mży – w Tajlandii daje o sobie znać pora deszczowa. Ludność Noi Soi stanowią uchodźcy z Birmy; nie mają oni tajskiego obywatelstwa i ich życie w Tajlandii nie należy do łatwych, choć jak sami twierdzą jest tu o niebo lepiej niż po drugiej stronie granicy. Aby wejść do wioski trzeba zapłacić 250 baht’ów (ok.25 zł) – niestety tylko niewielka część tych pieniędzy trafia do jej mieszkańców. Kobiety w wiosce, ładnie ubrane, czekają na turystów, ich stragany uginają się od różnokolorowych, ręcznie robionych ozdób. Turyści jednak nie przyjeżdżają, oprócz nas jest tu jeszcze trójka Francuzów…dzisiaj już raczej nikt więcej nie przybędzie. Uśmiechają się, są miłe, po chwili jednak żalą się, że kiedyś przyjeżdżało tu dużo więcej turystów i kupowali więcej pamiątek. Dla nich brak turystów to brak środków do życia. Uświadamiamy sobie, że zwiedzających rzeczywiście musiało być sporo, bo kobiety dość dobrze mówią po angielsku. Teraz wioska kurczy się – ludzie przenoszą się do sąsiadującego obozu dla uchodźców i dalej do ‘third-countries’ takich jak USA albo bliżej turystów w okolice Chiang Mai – do lepszego życia.

Thailand

Thailand

Thailand
Kobieta z plemienia ‚dużych uszu’

gotowanie po tajsku

Tajskie jedzenie jest pyszne, mi smakuje do tego stopnia, że w Chiang Mai zapisuję się na kurs gotowania. Zaczynamy od wizyty na targu, gdzie można kupić wszystkie potrzebne składniki.

Rice
Ryż – podstawowy składnik większości potraw w Azji

Rambutans
Rambutany – azjatyckie owoce

Mangosteens
Mangostany

Sekret ich kuchni leży właśnie w składnikach – trawa cytrynowa, mleczko kokosowe, pasty curry itp. Na szczęście coraz więcej z tych rzeczy można już dostać w Polsce.
Gotuję zupę tom yam, zielone curry (moje ulubione), pad thai, kurczaka z orzechami nerkowca, na koniec przyrządzam deser – sticky rice z mango (specjalna odmiana ryż z sosem kokosowym i świeżym mango) – wszystko jest wyśmienite!

cooking