Bromo

Wioska Cemora Lawang, leży na zboczu ogromnego krateru, na wysokości ponad 1.500 m n.p.m.. W jego środku znajduje się dymiący krater Bromo (tak! – krater w kraterze) i stożek Batoka. W wiosce i wokół niej tubylcy uprawiają cebulę, równiutkie grządki ciągną się aż po horyzont . Jest to pierwsze miejsce w Indonezji, w którym nie jest gorąco, wieczorami robi się wręcz chłodno. Nazajutrz wstajemy przed 4 rano, schodzimy do krateru i przez ‘morze piasku’ idziemy na szczyt wulkanu Bromo. Niestety jest pochmurnie i wschód słońca nie należy do spektakularnych. Dodatkową ‘atrakcją’ są rzesze indonezyjskich turystów, którzy podjeżdżają pod Bromo jeep’ami lub motorami (oni nigdzie nie chodzą), przez co jest dość głośno.

Bromo

Bromo

Trochę żałujemy, że zamiast na Bromo nie poszliśmy na górę Pananjakan, z której roztacza się widok na cała okolicę, w tym również na Bromo. Postanawiamy jeszcze raz wstać o nieludzkiej godzinie i wspiąć się na nią. Budzik dzwoni o 3.20, zbieram się z ociąganiem, Magda rezygnuje, wybiera wygodne łóżko zamiast wspinaczki stromym zboczem. Z czołówką na głowie zaczynam podejście. W wiosce powiedziano mi, że to ponad trzy godziny marszu, w przewodniku piszą o dwóch – nie wiem czy zdążę przed świtem. Po 1,5 h jestem już na szczycie; szlak, który w ciągu dnia wyglądał na stromy, nie był aż taki straszny. Na szczycie tłumy ludzi, pełno samochodów i motorów, dlatego schodzę nieco niżej, gdzie w ciszy podziwiam wschód słońca. Widoki są bajeczne!

Bromo

Bromo

Bromo
Nasz gospodarz w Cemora Lawang