W piątkowe popołudnie wybraliśmy się na wycieczkę na wulkan Cerro Negro. Jest to najmłodszy wulkan w tym regionie – jedyne 150 lat i nieco ponad 900 m.n.p.m. – niemowlę; ostatnia erupcja była w 1999 r. Po godzinie jazdy jeepem (ściśnięci na pace z innymi backpakersami) i kolejnej godzinie podchodzenia byliśmy na szczycie. Po kilku minutach podziwiania widoków nastąpił punkt kulminacyjny wyjazdu, czyli zjazd na deskach, które musieliśmy sami wtachać na górę, po zboczu wulkanu. Muszę przyznać, że zbocze było naprawdę strome, niektórzy z niepokojem w oczach spoglądali na nie. Ubrani w pomarańczowe kombinezony i gogle zjechaliśmy i chociaż nie udało nam się pobić rekordu prędkości, który wynosi 77 km/h to było rewelacyjnie.
Sobota – upał niesamowity, więc z samego rana wybieramy się na plażę – tym razem nad Pacyfik.
Jeszcze jeden dzień w León a później ruszamy dalej.


No, no , no …..fajnie wygladacie , włoski juz podrosły…
zjazd deska z wulkanu to nowosc, nie slyszalam o takich cudach ale widocznie wszystko mozliwe…. z Etny zjezdza sie na nartach, jak lezy snieg…..wiec mozna i na desce bez sniegu…po zastyglej lawie. Zdjecia piekne ! Wczoraj z przyjaciolmi, przy kawie, omawialismy Wasza podroz
Zazdroscimy słonca i wolnego czasu….Pzdr
te kombinezony to troche jak z guantanamo
Już się uzależniłam od waszego bloga, z niecierpliwością czekam na dalsze relacje z waszej podróży !! I taaak bardzo wam zazdroszczę, powodzenia
dzien dobry:)
a co robicie w wigilie? bo tak sie sklada, ze my tez dookola i tez wlasnie zaczelismy i tez docieramy do quito 22 grudnia. nie mielibyscie ochoty na jakiegos sledzika po polsku w samym srodku niepolski?
dajcie znac!