Tapeta na sierpień (1280 x853)- w wersji polskiej i angielskiej. Wyspa Kei w Indonezji.
Tapeta na lipiec – zgodnie z życzeniem tym razem w wersji polskiej i angielskiej. Na zdjęciu wulkan Bromo – Indonezja.
Od naszego wyjazdu minęło już ponad pół roku i trochę nas nosi, więc zrobiliśmy sobie krótkie wakacje. A poniżej trochę spóźniona tapeta na czerwiec.
Tapeta na kwiecień z najlepszymi życzeniami świątecznymi. Na zdjęciu Mt Taranaki w Nowej Zelandii – zdjęcie zrobione w kwietniu 2009.
Klikając w obrazek można pobrać tapetę na marzec (1280×851) – zdjęcie zrobione w Argentynie w marcu zeszłego roku.
Ostatnio, w mailach i komentarzach często pytacie jak sobie radzimy. Muszę przyznać, że powrót do osiadłego trybu życia nie jest łatwy. Cóż…po tygodniowym urlopie jest ciężko, a co dopiero po rocznej podróży! Po licznych spotkaniach z rodziną i przyjaciółmi najchętniej spakowalibyśmy plecaki i znów wyruszyli gdzieś w nieznane. No, ale na razie nie mamy takich planów… Jeśli chodzi o kwestie pracy to nic na nas nie czekało, a nasza sytuacja zawodowa już przed wyjazdem była dość skomplikowana. Teraz jesteśmy w trakcie poszukiwań – pracy i pomysłów; oczywiście podróż traktujemy jako ważny punkt w naszym życiorysie. W skrócie - nie jest różowo, ale jakoś dajemy sobie radę.
Ostatnio zmieniliśmy wygląd naszego portfolio z podróży. Postanowiliśmy zająć się fotografią także w Polsce. Tutaj możecie zapoznać się z naszą ofertą fotografii ślubnej. Póki co portfolio ślubne jest skromne, ale jeśli komuś podobają się nasze zdjęcia z podroży i mam przed sobą ten wspaniały dzień to prosimy o kontakt.
Czy musi być drogo?
Poniżej nasze średnie dziennie wydatki przeliczone na dolary amerykańskie. Obejmują one noclegi, wyżywienie i transport na 2 osoby (w Australii i Nowej Zelandii wliczyliśmy wynajem samochodu), nie zawierają tzw. kasy ekstra na pamiątki i dodatkowe atrakcje.
| Gwatemala, Honduras, Nikaragua | $30,00 |
| Kostaryka | $40,00 |
| Ekwador | $30,00 |
| Peru | $33,00 |
| Boliwia | $20,00 |
| Argentyna i Chile | $50,00 |
| Nowa Zelandia | $81,00 |
| Australia | $87,50 |
| Indonezja | $25,00 |
| Tajlandia | $37,00 |
| Chiny | $38,00 |
| Malezja | $40,00 |
| Nepal | $19,00 |
| Indie | $25,00 |
Spaliśmy głównie w budżetowych hotelikach lub po namiotem, a jadaliśmy w najtańszych miejscach lub sami gotowaliśmy. Na pewno można jeszcze zaoszczędzić na transporcie np. jeżdżąc autostopem albo ograniczając ilość miejsc jakie chcemy zobaczyć. Generalnie im wolniej się podróżuje tym jest taniej.
A z okazji Świat Bożego Narodzenia i nadchodzącego nowego roku chcieliśmy wszystkim życzyć jak najwięcej podróży – tych dalekich i tych bliskich.
Pytania pojawiły się w komentarzach do wpisu ‘w domu’, ale odpowiem na nie tutaj.
Jakie było wasze największe zaskoczenie i rozczarowanie?
To co nas zaskoczyło to…
- plaże w Nowej Zelandii, jadąc tam nie sądziliśmy, że są tam tak piękne plaże; Nową Zelandię utożsamialiśmy raczej z krajobrazami z Władcy Pierścieni, a więc zielone wzgórza, góry;
- lwy morskie, a raczej fakt, że potrafią tak szybko się poruszać;
- ilość kangurów na polach kempingowych w Australii(okolica Darwin);
- dostępność wszystkiego tzn. nie potrzeba miesięcy przygotowań i wielkich waliz, żeby podróżować, zwiedzać. Często jest tak, że kiedy się planuje, analizuje itp. pojawiają się oczekiwania i później łatwo się rozczarować (nie dlatego, że dane miejsce nie jest ładne tylko dlatego, że jest inne niż sobie wyobrażaliśmy). Wszystko można kupić i zorganizować już na miejscu; wszelkiego rodzaju wycieczki jednodniowe, kilku dniowe, treki i jest to dużo tańsze, niż te załatwiane za pośrednictwem biur podróży w kraju, czy nawet przez Internet. Nie trzeba organizować całej grupy, aby jechać w góry w Peru czy w Ladakh, wystarczy będąc tam wybrać sobie jakąś agencję turystyczną, a ona z pewnością zorganizuje (połączy kilka osób) grupę. Jedyny problem to wybrać agencję, która nie zawiedzie, ale na to nie ma złotego środka, najlepiej przejść kilka, może napotkany turysta będzie w stanie coś polecić.
- Salar de Uyuni – jest piękny, bezkresny…
- to, iż wszyscy mają komórki – Indianie, Maorysi, Aborygeni, Indonezyjczycy, Buddyjscy mnisi, Hindusi …często może nie być asfaltu, bieżącej wody, mogą chodzić w brudnych ciuchach, ich domy to jedna izba, w której śpi cała rodzina (‘toaleta’ na zewnątrz), ale mają komórkę, no i TV…Nawet gdy odwiedzaliśmy plemię Uros mieszkające na wyspie zbudowanej z trzciny na jeziorze Tititaca, to mieli solar, dzięki któremu mogli oglądać TV.
Rozczarowali nas Chińczycy. Nie wiem czy czytaliście ‘Tai-pan’a’ James Clavell’a, który opowiada o Chinach z okresu cesarstwa (dobra książka – polecam), w każdym razie książka ta bardzo pozytywnie nastroiła nas na Chiny i pewnie stąd też ten zawód.
Drugie duże rozczarowanie to komercja w Nepalu, przynajmniej w tym Nepalu, w którym my byliśmy, który był dostępny dla nas finansowo. Słyszeliśmy, że regiony Mustang i Manaslu nie są tak turystyczne, ale za to bardzo drogie.
Czego najbardziej Wam brakowało i gdzie najlepiej smakuje kawa?
Pod koniec wyjazdu brakowało nam europejskiej kuchni. No i może trochę samochodu, a raczej tej niezależności jaką daje samochód (i tempo przemieszczania się).
Co do kawy, to zazwyczaj w krajach, gdzie się ją uprawia ludzie (tubylcy) jej nie piją, nie można dostać dobrej kawy, bo jest wysyłana na eksport. Smakowała mi kawa w Buenos Aires – dużo kawiarnii, rano zawsze medialunas (crossointy) i kawa; trochę jak w Paryżu.
Najmilszy dzień i najciekawsi znajomi?
Ciężko wybrać najmilszy dzień, było ich sporo…
- dzień, kiedy spadł pierwszy śnieg na Ziemi Ognistej, zaskakując nas biwakujących w górach;
- każdy dzień, rozpoczynający się od widoku wschodzącego słońca w Nowej Zelandii;
- błogie dni na plaży Pasir Panjang w Indonezji;
- te kilka dni na treku Santa Cruz w Peru;
- park Toress del Paine w Chile (co prawda musieliśmy dźwigać spore plecaki, ale było fajnie
);
Nie chce Was zanudzać, im dłużej myślę, tym więcej takich dni mi się przypomina.
Mniej miłe, to te spędzone w środkach komunikacji.
Najciekawsi znajomi
- Gosia i Tomek z Polski – spędziliśmy z nimi zeszłoroczne Boże Narodzenie
- Zaida i Juvé z Hiszpanii – przemierzają Świat na rowerach www.getjealous.com/isidro/
- Eyal i Dvori z Izrael – mieszkają w Kibucu
- Lori i Tim – dwóch starszych Panów, którzy gościli nas w Sydney.
I dokąd następna wyprawa?
Tego jeszcze nie wiemy, ale my nigdy nie planujemy z dużym wyprzedzeniem. Jedno jest pewne – na pewno będziemy dalej podróżować, choć raczej będą to już krótsze wyjazdy.
P.S. Jeszcze przed Świętami odpowiedź na pytanie – czy podróżowanie po całym świecie faktycznie musi być takie drogie?
Po pierwsze dziękujemy za ciepłe słowa, które otrzymywaliśmy od Was przez cały rok. Mail’e i komentarze motywowały nas do tworzenia kolejnych wpisów. Mamy nadzieje, że zainspirowaliśmy Was do bliższych czy dalszych podróży.
Postanowiłem nie pisać rozprawki podsumowującej naszą podróż. Zamiast tego w kilku wpisach poruszę najważniejsze sprawy i odpowiem na pytania. Na początek kwestia najczęściej poruszana w mail’ach, czyli ‘jakiego używamy aparatu?’
W podróż zabraliśmy trzy aparaty:
- Nikon D70 – mamy go już kilka lat i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni. Na wyjazd zamieniliśmy obiektyw kitowy 18-70mm na bardziej uniwersalny 18-200mm. To połączenie spisywało się znakomicie, jedynym minusem jest spora waga. W Australii dokupiliśmy portretowy obiektyw 50mm.
- Nikon D40 + kitowy obiektyw 18-55mm – kupiliśmy my go jako rezerwowe body – jest tani i bardzo lekki jak na lustrzankę. Zabieraliśmy go zawsze w góry, żeby za dużo nie dźwigać. Robi naprawdę dobre zdjęcia, idealny dla amatora.
- Casio Exlim – mały kompakt, który miał służyć do kręcenia krótkich filmów. Jednak okazał się nie do końca sprawny, po tym jak mi zamókł na rowerach w Rumunii, więc wysłaliśmy go jeszcze z Australii do Polski. Oczywiście teraz działa bez zarzutu ![]()
Dodatkowo używaliśmy jeszcze filtrów polaryzacyjnych, w zasadzie rzadko zdejmowaliśmy je z obiektywów. Mieliśmy jeszcze lampę błyskową, ale przez brak praktyki i umiejętności nie używaliśmy jej i też dotarła do Polski przed nami. W aparatach używaliśmy kart Sandisk’a 4 i 8 GB.
Jednak jak wiadomo aparaty same zdjęć nie robią i ciągle jeszcze potrzebna jest osoba fotografa. Nie ważne jaki się ma aparat, ważne, żeby go ze sobą nosić i robić zdjęcia. U nas za aparat częściej chwytała Magda, która jest autorem większej części zdjęć z naszej podróży.
Świat z nami objechały także:
- mały laptop Asus EeePc 1000H, który ułatwiał nam opanowanie zdjęć, prowadzenie bloga i kontakt ze światem; wszędzie gdzie się dało korzystaliśmy z darmowego Internetu wifi. Chociaż jego procesor – Intel Atom nie jest zbyt szybki, to nie było też problemów z oglądaniem filmów czy słuchaniem muzyki;
- dwa dyski WD Passport 160 i 320 GB – trzymaliśmy na nich kopie zdjęć, każdy w innym plecaku;
- mini drukarka Polaroid Pogo – drukuje małe zdjęcia 5 x 7,5 cm. Rozdawaliśmy je ludziom, których fotografowaliśmy. Bardzo fajna sprawa, szczególnie w miejscach, gdzie nie dotarła jeszcze w pełni cywilizacja. Jednak w naszej opinii Polaroid spóźnił się o kilka lat – dzisiaj prawie każdy ma komórkę z aparatem. Głównym minusem drukarki jest beznadziejna bateria;
- odtwarzacz MP3 – oprócz muzyki słuchaliśmy na nim audiobook’ów – rewelacyjna sprawa na długie podróże autobusem.
- pendrive – używany, gdy trzeba było skorzystać z kafejki internetowej lub coś wydrukować;
- telefon komórkowy – skradziony w piątym miesiącu podróży i jak się okazało można bez niego żyć. Teraz ciągle go zapominam
.
- czytnik kart, myszka i słuchawki z mikrofonem.
Większość tego wszystkiego nosiliśmy w plecaku LowePro Orion Trekker II, którego pilnowaliśmy jak oka w głowie. Często zabieraliśmy ze sobą tylko jeden aparat i wtedy plecak lądował w kracie PacSafe. Lądował tam również w nocnych pociągach i autobusach.
To chyba tyle w kwestii sprzętu.
Po kilku dniach spędzonych w Londynie wróciliśmy do Polski. Choć nie było nas rok ma się wrażenie jakby od naszego wyjazdu minęło tylko kilka dni a wszystko co widzieliśmy było snem. Rozpakowane plecaki, wygodne łóżko, pyszne jedzenie jednoznacznie świadczą o tym, że wróciliśmy do domu a nasza ‘wycieczka’ dobiegła końca. Ale nie martwcie się – za parę dni jeszcze raz przejrzymy nasze zdjęcia i odezwiemy się.








