eksperyment

Tapeta na maj – jak zwykle spóźniona. Eksperyment polega na tym, że nie ma kalendarza. Pytania: czy lepiej bez czy z kalendarzem? czy taka rozdzielczość jest ok?

Kliknij w obrazek, żeby pobrać

Ladakh

Tsomori

Ostanie dwa dni w Ladakh spędzamy nad jeziorem Tsomori. Chociaż udaje nam się znaleźć tylko dwie osoby do dzielenia kosztów taksówki, a pokonanie drogi z Leh zajmuje nam 7 długich godzin to krajobrazy wszystko rekompensują – przypominają trochę te z okolic altiplano w Boliwii. Noc spędzamy w przyjemnej wiosce Korzok nad brzegiem jeziora.

Tsomori Lake

Tsomori Lake

Tsomori Lake

Tsomori Lake

Po powrocie do Leh spotykamy kolejnych Polaków, w sumie 10 osób z Polski w ciągu dwóch tygodni – wyjazdy do Ladakh muszą być w kraju dość modne 😉

Tsomori Lake
Nie plotkuj, pozwól mu prowadzić.

dolina Markha

Wykupienie treku w agencji turystycznej w Leh kosztuje ok. 60 USD od os. za dzień. Agencja zapewnia konie tj. transport bagażu, ekwipunek typu namiot, karimaty itp., wyżywienie, przewodnika, czasem nawet przenośną toaletę 😉 . Można jednak wszystko zorganizować samemu dużo niższym kosztem. Oczywiście najtańszą opcją jest zarzucenie plecaka wraz z całym sprzętem na plecy i wyruszenie z mapą w ręku, co ostatecznie przy kilkudniowej eskapadzie i dużych wysokościach jest to dość wyczerpujące. Można też wynająć przewodnika lub iść z małym plecaczkiem i korzystać z homestay, czyli noclegów oferowanych w wioskach przez mieszkańców. My zdecydowaliśmy się na wynajęcie koni (do niesienia sprzętu biwakowego) wraz z poganiaczem – ‘ponyman’ i spanie pod namiotem. Znalezienie tanich koni nie jest łatwą sprawą. Większość agencji oferuje 3-4 konie (nie mniej!), a cena za jednego wahała się od 250 do 500 rupi za dzień ( 5 – 10 USD). W końcu udało nam się wynająć tylko dwa konie za 220 rupi od sztuki.

Markha Valley

Na początku trasy czeka na nas nasz ‘ponyman’ – Tybetańczyk Thundup wraz z dwoma końmi, ładujemy bagaż i ruszamy na trek w dolinę Markhi. Szlak ma długość ok. 90 km i prowadzi przez dwie przełęcze – Ganda La (4.870 m n.p.m.) i Gongmaru La (5.030 m n.p.m.). Po drodze mijamy małe wioski, stupy i ludzi pędzących stada bydła.

Markha Valley

W sezonie na całej trasie działają tzw. tea house’y, w których można się napić herbaty i coś przekąsić. Widać, że w lecie przewija się tu sporo ludzi. Teraz jednak wszystko jest już pozamykane, na szlaku spotyka się niewiele turystów a miejscowi są zajęci pracą przy żniwach.

Markha Valley

Trasę kończymy popołudniu, piątego dnia w Shang Sumdo. Jedyny autobus do Leh odjeżdża o 8 rano, więc liczymy się z koniecznością spędzenia jeszcze jednej nocy pod namiotem. Ku naszej radości, w wiosce jest już kilku turystów, którzy zamówili autobus. I tak półtorej godziny później siedzimy w naszej ulubionej restauracji wcinając momo’sy (coś jak pierogi nadziewane warzywami i serem – pycha), miła odmiana po pięciu dniach jedzenia chińskich zupek.
Pokonanie szlaku zajęło nam 5 dni, a nie 7-8 jak sugerują w przewodnikach i agencjach turystycznych, więc chyba z naszą kondycją nie jest tak źle 🙂

Markha Valley

koniec sezonu

Mieszkamy u bardzo miłej ladakh’iej rodziny, nie mają żadnych innych gości, także jesteśmy tylko my i oni. Mamy pokój z widokiem na góry i nieduży ogródek. Tu sezon się już skończył, także jest niewielu turystów, a ceny są niższe. Magdę martwi jedynie to, że wraz z turystami wyjeżdżają sprzedawcy pamiątek, niektórzy do Nepalu a inni na Goa (gdzie właśnie zaczyna się sezon). My zabawimy tu z pewnością do końca miesiąca; jest to nasz pierwszy tak długi przystanek.

Ladakh

Ostatnie dwa dni spędziliśmy w dolinie Nubry – jakieś 80 km od Leh. Droga do Nubry wiedzie przez przełęcz Khardung La na wysokości – bagatela 5.606 m n.p.m. – tym razem jest to najwyższa na świecie przełęcz dostępna do ruchu zmotoryzowanego. Widoki oczywiście bajeczne!

Ladakh

Ladakh

Dzisiaj o 6 rano wybraliśmy się do klasztoru Thiksey, żeby zobaczyć poranne modlitwy; tutaj, podobnie jak w Syczuanie dominuje buddyzm tybetański.

Ladakh

Ladakh

Ladakh

P.S.
Pojutrze idziemy na 7 dni w góry, więc kolejny wpis dopiero w przyszłym tygodniu.

‘Witamy w raju Indii’ – Ladakh

Trasę z Manali do Leh (485 km) zwykły autobus pokonuje w dwa dni. My decydujemy się na minibusa i wariant jednodniowy; oprócz nas jedzie jeszcze 5 turystów. Jedynym mankamentem jest to, że trzeba wyruszyć już o godz. 2 w nocy. Droga zaczyna się mozolną wspinaczką na pierwszą przełęcz – Rohtang La (3.978 m). Jest bardzo zimno, na szczytach leży świeżo-spadły śnieg; z wytęsknieniem czekamy na wschód słońca. Około dziewiątej zatrzymujemy się na śniadanie – chapati i dal (podpłomyki + sos), a do picia chai (bardzo słodka herbata z mlekiem); około 15 na podobny obiad.

Ladakh

W pewnym momencie mijamy znak – ‘ Welcome in paradise of India’ – wjeżdżamy do Ladakh. Dzisiaj jest 15 września, czyli ostatni dzień, kiedy droga jest oficjalnie otwarta i odśnieżana, później wszystko zależy od pogody (zazwyczaj od połowy października do lipca jest nieprzejezdna). Ostatnie promyki słońca podziwiamy z przełęczy Taglang La (5.260 m), jest to druga na świecie co do wysokość przełęcz dostępna do ruchu zmotoryzowanego. Do Leh docieramy około godz. 21, czyli po 19 godzinach jazdy. Trasa, którą przejechaliśmy jest niesamowita – jedna z najlepszych jakie widzieliśmy podczas naszej całej podróży, widoki przepiękne!

Ladakh

Ladakh

Ladakh

Ladakh

Ladakh